Archiwa tagu: Dzierżoniów

PiS stawia Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Dzierżoniowie. To samowola budowlana

W Dzierżoniowie trwają gorączkowe prace nad postawieniem Pomnika Żołnierzy Wyklętych. Uroczyste odsłonięcie obeliska z tablicą z mosiądzu zaplanowano na niedzielę. Problem w tym, że to samowola budowlana. – Spieszymy się, ponieważ jest już gotowa tablica z datą 12 marca, której nie możemy już zmienić – przyznaje szczerze Janusz Maniecki, dyrektor biura poselskiego Michała Dworczyka i wiceprezes Obywatelskiego Ruchu Patriotycznego w Dzierżoniowie.

Na czele 30-osobowego honorowego komitetu budowy pomnika stanął poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Dworczyk, od niedawna wiceminister obrony narodowej. Dworczyk przekonuje, że budowa pomnika to inicjatywa oddolna. W komitecie oprócz wiceministra znaleźli się także inni działacze Prawa i Sprawiedliwości, samorządowcy, księża i członkowie Ruchu Społecznego Lecha Kaczyńskiego. Inicjatorzy budowy pomnika chcą uhonorować pamięć o żołnierzach podziemia antykomunistycznego.

Ponad dwumetrowy obelisk z tablicą z mosiądzu zostanie postawiony obok ronda Żołnierzy Wyklętych, blisko drogi wojewódzkiej. Uroczyste odsłonięcie pomnika zaplanowano na niedzielę, 12 marca. Obywatelski Ruch Patriotyczny w Dzierżoniowie, który jest zaangażowany w budowę pomnika zgłosił 2 marca do starostwa powiatowego roboty budowlane, nie mógł ich jednak rozpocząć, bez odpowiedniej decyzji starostwa powiatowego. A na jej wydanie, zgodnie z przepisami, urzędnicy mieli 21 dni. Wczoraj urzędnicy starostwa pojechali na miejsce, żeby obejrzeć dokładnie, gdzie pomnik ma stanąć. Nie kryli zdziwienia, kiedy zobaczyli, że roboty już się rozpoczęły i wylano fundamenty.

– W związku z naruszeniem przepisów prawa budowlanego zgłoszono sprawę do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Ten będzie musiał podjąć odpowiednie kroki. Może nakazać rozbiórkę pomnika, który obecnie jest samowolą budowlaną lub nałożyć karę na inwestora – mówi Janusz Guzdek, starosta dzierżoniowski.

– Idea postawienia pomnika jest bardzo szlachetna i trzeba ją wspierać, ale są zasady, których należy przestrzegać. Do nich bezsprzecznie należą przepisy prawa budowlanego – dodaje starosta.

Na uroczystościach związanych z odsłonięciem pomnika ma być wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk. Zapewnia nas, że nie wie nic o pracach budowlanych wykonywanych bez stosownych zezwoleń. – Ze względu na moje nowe obowiązki nie było mnie ostatnio w okręgu wałbrzyskim. Zweryfikuje informację u swoich współpracowników. Teraz trudno mi się odnieść do tej sytuacji. Mogę powiedzieć tylko tyle, że wszystkie działania powinny być prowadzone zgodnie z przepisami – mówi wiceminister Dworczyk.

Janusz Maniecki, dyrektor biura poselskiego Michała Dworczyka i wiceprezes Obywatelskiego Ruchu Patriotycznego w Dzierżoniowie zdradza, dlaczego inicjatorom tak się spieszy z postawieniem pomnika. – Spieszymy się, ponieważ jest już gotowa tablica z datą 12 marca, której nie możemy już zmienić – mówi Maniecki i dodaje, że jeżeli coś zostało zrobione nie tak, to „będziemy wszystko zgodnie z prawem naprawiać”. – Jesteśmy po uzgodnieniach z panem wicestarostą, który obiecał wsparcie dla tej inicjatywy i pomoc. Wierzę, że na pewno wszystko będzie miało swój logiczny i zgodny z prawem koniec – dodaje dyrektor biura poselskiego Michała Dworczyka. Prace nad postawieniem pomnika wstrzymano.

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/dolny-slask/a/pis-stawia-pomnik-zolnierzy-wykletych-to-samowola-budowlana,11858880/

Smutna prawda o „żołnierzach wyklętych”

W miastach naszego powiatu odbywają się biegi, które mają upamiętnia政ołnierzy wyklętych”. Uczestników jest mało aby nie powiedzieć bardzo mało i pomimo wysiłków organizatorów biegi cieszą się mizernym zainteresowaniem. Niemniej jest to okazja aby uczcić nie tyle „żołnierzy wyklętych” ale ofiary tych ludzi. „Żołnierze” mordowali ludność cywilną tak samo jak UPA czy SS. Działali pod przykrywką patriotyzmu i uważali że ich czyny przyniosą im chwałę. Tak naprawdę stali się wyrzutem ale zapomnieć o nich nie wolo, tak samo jak nie wolno zapomnieć o Hitlerze, obozach koncentracyjnych, Stalinie, gułagach, UPA, …..

Zwłoki dziecka zamordowanego przez „żołnierzy wyklętych” – fot. IPN

Warto zacytować artykuł Piotra Sobolewskiego z Dziennika BAłtyckiego

Zacznijmy od Romualda Rajsa ps. „Bury”, którego pamięci poświęcono organizowany ostatnio w Hajnówce marsz, o mały włos nie objęty patronatem przez Głowę Państwa.

Dla ludzi zamieszkujących tereny mające być trasą marszu najistotniejsza jest działalność „Burego” w obrębie ich „małych ojczyzn” – na niej się zatem skupimy. To właśnie tu oddział PAS – NZW dowodzony przez kpt. Romualda Rajsa w dniach 29,31.01 1946 oraz 02.02.1946 spalił pięć wsi byłego powiatu Bielsk Podlaski (Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska) zabijając w okrutny sposób 82 osoby w tym kobiety, dzieci i starców, które spalono w zamkniętych budynkach.

Także w styczniu 1946 roku, oddział „Burego” zatrzymał we wsi Łozice 40 chłopów wysłanych przez sołtysów na tzw. „szarwark” czyli roboty na rzecz gminy. Zatrzymanych wraz z podwodami i końmi zmuszono, by zawieźli oddział „Burego” do Hajnówki a następnie do Zaleszan, gdzie mieszkańców stłoczono w jednym domu a następnie podpalono go. Po wykonaniu zadania pozostałych 30 furmanów zamordowano w miejscowości Puchały Stare.

Dla oszczędności amunicji mordowano nieszczęśników obuchami siekier, strzelając wyłącznie do uciekających lub dobijając rannych. Dodać należy, że jedyną „winą” ofiar było to, że wszyscy oni byli prawosławni (jak większość zamieszkujących tamte tereny) i w znaczącej części narodowości białoruskiej.

Prowadzący w tej sprawie śledztwo białostocki IPN, zakończył je 30 czerwca 2005 roku uznaniem „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa, który to wyrok podtrzymał orzeczeniem z dnia 18.11.2005 Sąd Okręgowy z Białymstoku.

Jak się okazuje nie stanowiło to przeszkody dla inicjatorów wniosku o nadanie jednemu ze zjazdów z autostrady A4 imienia Romualda Rajsa „Burego”, zaś Kancelaria Prezydenta RP dosłownie cudem uniknęła kompromitacji, wycofując się w ostatniej chwili z obietnicy patronatu nad wspomnianym na wstępie marszem, przebiegającym dosłownie szlakiem grobów pomordowanych przez „Burego” ofiar. Naturalnie „Bury” nie był jedyny. Oto krótka lista dokonań innych tzw. „żołnierzy wyklętych”:

23.06.1944 oddział Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka” wymordował we wsi Dubinki 27 osób w tym kobiety i dzieci. Ofiarą zbrodniarzy padła między innymi Anna Górska z 4 letnim synem.
13.04.1945 w miejscowości Horeszkowice oddział NSZ„Sokoła” wymordował 8 przesiedleńców w tym ciężarną kobietę, którą zakopano żywcem.
11.05.1945 oddział Zygmunta Błażejewicza ps. „Zygmunt” spalił wieś Wiluki
27.05.45 w Przedborzu oddział NSZ Władysława Kołacińskiego ps. „Żbik” zamordował 9 ocalałych Żydów w tym kobietę i dziecko.
08.06.1945 oddział NSZ „Szarego” w miejscowości Wierzchowiny wymordował 194 osoby w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety i 65 dzieci poniżej 11 lat. Najstarsza ofiara miała 92 lata, najmłodsza 2 tygodnie.
08.07.45 w Opocznie zamordowano 3 Żydów, w tym jednego ocalałego z Auschwitz.

Tą listę zbrodni można by jeszcze długo kontynuować, ale nawet te nieliczne podane przykłady wystarczająco – jak się wydaje – „uzasadniają” wniosek, o nadanie autostradzie A4 imienia „żołnierzy wyklętych”. A może by tak nadać jej imię ich Ofiar ?!

Osobną kartę stanowić może powojenna „działalność” na Podhalu, Józefa Kurasia ps. „Ogień” oraz dowodzonego przez niego „oddziału”. Oto daleko niepełna lista przestępstw jakich dopuścił się ten – kreowany dziś na bohatera narodowego – zbrodniarz :

23.06.1945 w miejscowości Maniowa koło Nowego Targu zamordowano 4 osoby narodowości żydowskiej
10.12.1945 w Ostrowsku na słupie telegraficznym powieszono ciężarną Katarzynę Kościelną z d. Remierz za to, że w rozmowie z sąsiadką nazwała „Ognia” bandytą
30.12.1945 w miejscowości Gronków w powiecie nowotarskim zamordowano 6 osób
Józef Kuraś zgwałcił wezwaną z Waksmundu matkę dwójki dzieci – Czubiakową. Odprowadzający ją jego podwładny również ją zgwałcił, a następnie zastrzelił
21.01.1946 w Trybszu zamordowano właściciela młyna Pawła Bizuba oraz jego syna – Jakuba. Obaj byli Słowakami.
28.01.1946 w Nowym Targu zamordowano Żyda Rudolfa Ozorowskiego
30.01.1946 w Porębie Wielkiej powiat Limanowa zamordowano repatrianta ze wschodu – Władysława Godfryda
10.02.1946 zamordowano wójta Gminy Żydowskiej na terenie powiatu Nowy Targ – Dawida Grazgerina
29.02.1946 w Zakopanem zamordowano kierownika Towarzystwa Tatrzańskiego – Żyda
2/3.05.1946 w okolicy Krościenka obrabowano a następnie zamordowano 12 osób narodowości żydowskiej. 7 osób zostało rannych.
15..08.1946 zamordowano w Rabce kierownika tamtejszej Straży Pożarnej – Stanisława Mankiewicza
25.08.1946 ze szpitala św. Łazarza w Krakowie porwano Tadeusza Urmanskiego i Eugeniusza Kadrysa. W trakcie napadu zastrzelona została pielęgniarka, Barbara Kowala

To zaledwie niewielki wycinek zbrodni, które miał na sumieniu „Ogień” – doliczmy też „zwykłe” napady rabunkowe na ludność cywilną, jakich w latach 1945 – 1947 dokonał 120!

Trudno powiedzieć, czy wszystkie te dane znane były Ministrowi Obrony Narodowej – Antoniemu Macierewiczowi – gdy uczestniczył On 20.02.2016 w Waksmundzie w rocznicowych obchodach śmierci „Ognia”, ale nie przypuszczam, by ich znajomość Mu w czymkolwiek przeszkadzała. Nie wiadomo także czy to TEN dorobek miał On na myśli, gdy na wspomnianych uroczystościach mówił : „Dziś wraca polska tradycja, wracają polskie wartości, wraca możliwość odbudowy wielkiej Rzeczpospolitej…”

Rzeź drzew w Dzierżoniowie

Rzeź drzew w Dzierżoniowie to efekt „wizyty” w naszym mieście PiSowskiego ministra Szyszki. Wycinający spieszą się bardzo, tną drzewa jak leci. Drzewa nie krzyczą i nie uciekają. Cóż nikomu nie przeszkadzały dziesiątki lat, ale teraz stały się niepotrzebne, wręcz przeszkadzają, no to się ciach i po sprawie. Miejmy nadzieję, że tak samo wyborczy z obecną władzą postąpią w następnych wyborach, ciach i po PiSie. Tylko że drzewa odrosną za następne kilkadziesiąt lat – WSTYD.

Zapisz

10 lutego strajk szkolny – nie wysyłamy dzieci do szkół

Rodzice chcą, by każdego 10. dnia miesiąca ich dzieci zostawały w domu na znak protestu przeciwko reformie edukacji.

Już 10 stycznia Zielonogórskie Forum Rodziców i Rad Rodziców ogłosiło jednodniowy strajk – uczniowie gimnazjów nie pojawili się na lekcjach. W Gimnazjum nr 6 do szkoły przyszło 20 proc. uczniów. To najniższa frekwencja w historii szkoły. W Gimnazjum nr 1 nie było połowy uczniów. W jednej z klas trzecich na lekcje nie przyszedł nikt.

Inne polskie miasta biorą przykład z Zielonej Góry. Zapowiedział to na ubiegłotygodniowym proteście studentów i studentek Andrzej Chmielewski, tata Ani, uczennicy trzeciej klasy Gimnazjum nr 25 w Gdańsku, współtwórca inicjatywy „Zatrzymać edukoszmar” skupiającej kilkudziesięciu rodziców z Trójmiasta i okolic. – Rodzice posyłają dzieci do szkół po to, żeby się uczyły, ale jeśli szkoła zmieniana jest w sposób urągający zdrowemu rozsądkowi, to w ten sposób staramy się wyrazić nasz sprzeciw – mówi Chmielewski. – Protest będzie się odbywał cyklicznie, więc każdy będzie miał okazję się włączyć. Walczymy o to, żeby ludzie zdali sobie sprawę, jak złej jakości jest to reforma.

Strajk Szkolny 10 luty 2017
Strajk Szkolny 10 luty 2017

W województwie pomorskim właśnie skończyły się ferie. Rodzice zamierzają ruszyć z kampanią informacyjną – będą rozdawać ulotki oraz na bieżąco publikować informacje w mediach społecznościowych.

10 lutego protest odbędzie się również w Warszawie. W stolicy organizują go rodzice z inicjatywy „Rodzice przeciwko reformie edukacji”. Do protestu chcą się również włączyć rodzice z Krakowa skupieni wokół inicjatywy „Szkoła to nie eksperyment”, ale ze względu na trwające tam w tym czasie ferie planują zorganizowanie protestu 10 marca.

Dorota Łoboda z inicjatywy „Rodzice przeciwko edukacji”, mama Zosi, uczennicy trzeciej klasy Gimnazjum nr 165 w Warszawie: – Prawdziwy gniew rodziców obudzi się na wiosnę, kiedy poznamy sieci szkół. Rodzice zdadzą sobie wtedy sprawę, że ta reforma dotknie każde dziecko, a nie tylko roczniki przejściowe.

Także rodzice z naszego regionu chcą przyłączyć się do akcji protestacyjnej i nie posyłać dzieci do szkół w piątek 10 lutego. Warto okazać solidarność z nauczycielami i zatrzymać koszmar reformy edukacji.

Strajk Szkolny 10 lutego 2017
Strajk Szkolny 10 lutego 2017

Szpital Powiatowy Dzierżoniów – czyli skazani na oczekiwanie

Przywieziono mnie do szpitala na izbę przyjęć i od razu zaprowadzono do pokoju. Po chwili przyszła młoda Pani doktor, przywitała się podając swoje nazwisko i imię. Po badaniu wyszła i przyniosła mi tabletki. Zaproponowała mi pozostanie na noc na obserwacji.
Nie, nie, nie myśl czytelniku, że opisuje tak Izbę Przyjęć Szpitala Powiatowego w Dzierżoniowie. Opis dotyczy jednego ze szpitali w centrum Austriackich Alp. To po co opisywać takie zdarzenia? Opis ten pokazuje jak może być w szpitalu a poniżej moje doświadczenia z Izby Przyjęć Powiatowego Szpitala w Dzierżoniowie z dnia 31 sierpnia 2014 roku.

Jest rok 2014

Jest godzina 19:00 gdy znajoma upadając poczuła silny ból po prawej stronie. Zadeklarowałem podwiezienie do szpitala, gdzie udała się wraz z koleżanką. Zostawiłem obie Panie pod Izbą Przyjęć o godz. 19:30. Poinformowałem jednocześnie, aby Panie po załatwieniu sprawy przedzwoniły, to je odbiorę i podwiozę do domu.

Minęła 21:30 a ja nie mam żadnej informacji. Przedzwoniłem z pytaniem jak długo może to jeszcze potrwać. W odpowiedzi dowiedziałem się, że jest kolejka i jeszcze to może potrwać, z tym że obie Panie uważają to jedynie za przewlekłość udzielania świadczeń zdrowotnych, gdyż pacjenci siedzą na poczekalni a lekarze nie przyjmują na Izbie Przyjęć. Nie bardzo chciało mi się wierzyć, więc postanowiłem podjechać i zobaczyć jak faktycznie to wygląda. Po wejściu na pierwsze piętro gdzie jest Izba Przyjęć przywitały mnie krople zaschłej krwi na podłodze przy jednym z krzeseł. Na moje pytanie w rejestracji co jest powodem załatwiania pacjentki ze złamanym żebrem w tak długim czasie, otrzymałem odpowiedź abym pytał lekarza gdyż to od niego zależy. Poprosiłem o kontakt z lekarzem. Odpowiedź, jak przyjdzie to się Pan spyta. Ponieważ zbliżała się już godzina 22:00 a więc 2,5 godziny oczekiwania, pacjentka poprosiła o wydanie zdjęć RTG. Tego jej odmówiono a przybyły jak sądzę po informacji telefonicznej lekarz na moje pierwsze pytanie o podanie nazwisko oświadczył, że nie musi tego czynić. Oczywiście atmosfera w tym momencie stała się troszkę nerwowa, lecz nie odbiegała od przyjętych norm grzecznościowych.

Po godz. 22:15 po kolejnej interwencji w sprawie niedopuszczalnego i niepotrzebnego oczekiwania do akcji wkroczyła Pani pielęgniarka. Ponieważ odmówiła podania swojego nazwiska mogę ja jedynie opisać jako pani w okularach. Tą akcją tej Pani było stwierdzenie, że jak dalej będziemy dyskutować to wezwie policję. Poprosiłem o wezwanie, gdyż to pozwoliłoby udowodnić o której godzinie pacjentka czeka na zakończenie wizyty na izbie przyjęć. Już z czystej ciekawości przedzwoniłem do KPP w Dzierżoniowie, gdzie na moje pytanie poinformowano mnie, że nikt nie zgłaszał interwencji na Izbę Przyjęć Szpitala w Dzierżoniowie. Jak dowiedziałem się od innych oczekujących ta Pani pielęgniarka w ten sposób „uspokaja” zdenerwowanych długim oczekiwaniem pacjentów. Jednym z nich była Pani z krwawieniem po upadku, którą przywiozła siostra z mężem Hiszpanem. Państwo Ci interweniujący kilkakrotnie bez skutku zostali ”przywołani do porządku” przez pielęgniarkę w okularach poprzez zastraszaniem wezwania Policji. Jedynie na co się zdecydowali, to napisali skargę i włożyli ja do skrzynki z opiniami na tzw. ”poczekalni” NARESZCIE po 3 godzinach i 15 minutach zbolała, zdenerwowana pacjentka otrzymała zdjęcia prześwietlenia i kartę informacyjną Izby Przyjęć. Po podwiezieniu do domu powiedziała „Dobrzy lekarze”, wyleczyli mnie od jakiejkolwiek dobrowolnej wizyty w Izbie Przyjęć Szpitala Powiatowego w Dzierżoniowie.

Jest rok 2017

Z bólem gardła uniemożliwiającym przełykanie udałem się w sobotę do Szpitala Powiatowego w Dzierżoniowie, który obecnie świadczy nocną i świąteczną opiekę zdrowotną. Już po wejściu, w korytarzu zobaczyłem ogromny tłum ludzi oczekujących na przyjęcie. Były to zarówno osoby dorosłe, jak i dzieci w tym całkiem małe. Po zarejestrowaniu się okazało się że jestem 25 w kolejce!!! A lekarz na razie nie przyjmuje ponieważ robi USG na jednym z oddziałów szpitalnych. Po 40 minutach kolejka rusza aby po kolejnych 20 minutach znów stanąć – powód ten sam USG.

Po dwóch godzinach oczekiwania i małych ruchach w kolejce, oczekujący zaczynają się buntować. Szybko okazuje się, że zamiast dwóch lekarzy przyjmuje jeden – drugi jest na zwolnieniu. Panie w rejestracji, nic nie wiedzą i nic nie mogą. Odsyłają do Pani Mikus, ale nikt nie wie gdzie jest, czy jest, jaki jest numer telefonu. Atmosfera robi się coraz bardziej nerwowa, niektóre dzieci zasypiają leżąc na krzesłach, inne płaczą i krzyczą … pielęgniarki zamawiają sobie w tym czasie jedzenie z restauracji Rodos. Zdesperowani ludzie postanawiają wezwać karetkę pogotowia do szpitala!!! To zaczyna przynosić w końcu skutek. Okazuje się że rodzice z dziećmi zostaną przyjęcie w szpitalu w Bielawie. Reszta musi czekać. Po czterech godzinach oczekiwania udało mi się skorzystać opieki zdrowotnej w sobotę. Miły lekarz wypisał mi receptę i marze o tym aby nie chorować.

Powracamy do początku artykułu. Czy przedstawione zachowanie młodej Pani doktor wynikało z nakazu lub tego kto jest szefem placówki? Myślę, że nie. Dla mnie to tzw. kultura i obowiązkowość wobec chorych ludzi potrzebujących pomocy. Proszę zauważyć, że dwa opisane zdarzenia maja odległa datę czyli rok 2014 i rok 2017 a jednak zachowanie personelu mającego za główne zadanie pomóc chorym jest takie same, czyli według mnie lekceważące osoby chore. Jak ustaliliśmy oba zdarzenia zaistniały w czasie kiedy dyrektorem były inne osoby. A więc gdzie szukać przyczyny? Według mnie należy poprzez dyrekcje Szpitala przywołać do porządku osoby, które w ten sposób traktują chorych, lub po prostu zwolnić je. Moje subiektywne odczucie jest takie, że osoby te za jedyny cel mają uzyskanie jak najwyższego wynagrodzenia pozostawiając chorych na podporządkowany sobie i swoim celom nieuzasadniony czas oczekiwania na pomoc czy konsultacje lekarską. Zachowanie tzw „pani rejestratorki” jest skandaliczne. Nawet w momencie kiedy odmawia podania swojego nazwiska, gdyż jak twierdzi posiada etykietkę /nie identyfikator/ i każdy może przeczytać jak się nazywa.

Posłanka Halina Szymiec-Raczyńska straciła prawo jazdy za prędkość, a teraz domaga się zwrotu dokumentu. Po mieście jeździ hulajnogą

Jeszcze na początku sierpnia mówiła, że nie można dzielić społeczeństwa na lepszych i gorszych. Teraz najwyraźniej zmieniła zdanie, bo domaga się zwrotu zabranego dokumentu, a sama w mediach występuje, jeżdżąc po mieście na hulajnodze.

Halina Szymiec-Raczyńska z PSL pod koniec lipca przekroczyła prędkość i w terenie zabudowanym jechała 116 kilometrów na godzinę ulicami Ratajna. Karę wtedy przyjęła z pokorą. Dostała mandat w wysokości 500 zł i 10 punktów karnych. – Bardzo mnie irytuje, że dzielimy społeczeństwo na lepszych i gorszych, na tych, co mają inne uprawnienia niż reszta społeczeństwa – powiedziała posłanka 6 sierpnia w „Faktach” TVN. Obecnie jednak najwyraźniej zmieniła zdanie i stara się już o zwrot dokumentu. Powołuje się na opinie Biura Analiz Sejmowych z sierpnia tego roku:

Opinia Biura Analiz Sejmowych, na którą powołuje się posłanka, została wystawiona 17 sierpnia na zlecenie jednego z posłów lewicy. Czytamy w niej:

1. Zakres przedmiotowy immunitetu formalnego konstytucja odnosi wyłącznie do „odpowiedzialności karnej”. Nie precyzuje przy tym pojęcia „Odpowiedzialność karna”, determinując jednak objęty tym immunitetem rodzaj odpowiedzialności.

2. Jakkolwiek nie można wykluczyć, że zatrzymanie prawa jazdy na podstawie art. 135 ustęp 1 punkt 1a ustawy – Prawo o ruchu drogowym posiada cechy sankcji administracyjnej, należy stwierdzić, że w istocie jest to środek karny zbliżony w swych charakterze do, przewidzianego w art. 29 kodeksu wykroczeń, zakazu prowadzenia pojazdów, zastosowany w oparciu o procedurę administracyjną.

3. Karny charakter sankcji zatrzymania prawa jazdy na podstawie art .135 ust. 1 pkt 1a „Ustawy – Prawo o ruchu drogowym” prowadzi do wniosku, że czyn leżący u podstaw zatrzymania jest objęty immunitetem formalnym, a zatrzymanie prawa jazdy posłowi lub senatorowi jest uzależnione od wyrażonej przez właściwą izbę zgody, bądź od zrzeczenia się immunitetu przez parlamentarzystę.

– Mieli prawo mi zabrać prawo jazdy pod warunkiem, że cofną mi immunitet. Jeżeli mam immunitet, nie wolno im mnie w ten sposób karać. Nie tylko mnie, żadnego posła. Zgodnie z prawem powinni wystąpić o zabranie mi immunitetu i dopiero wtedy mnie ukarać. Czyli władze złamały prawo – mówi w Radiu Wrocław.

Wysłała ona pismo do starosty dzierżoniowskiego oraz komendanta powiatowego policji. Posłanka obecnie nie ma prawo jazdy i po mieście porusza się na hulajnodze.

Pani poseł pracuje jako lekarz ginekolog, jest współwłaścicielem prywatnej przychodni w Dzierżoniowie, ukończyła Wrocławski Uniwersytet Medyczny.

gazeta.pl

Komornik Szlichta znów daje popalić

Tym razem sprawa wygląda dużo poważnej i nabiera rozgłosu medialnego. Komornik zdecydowanie przekroczył swoje uprawnienie i w „nagrodę” trafił do wiadomości w Polsacie.

My już w 2009 roku opisywaliśmy jak zachowuje się Pan komornik. Temat wraca jak bumerang, tak opieszałość prawa rodzi bezprawie. Ale co może prawo skoro żona Pana komornika jest sędzia Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Nasz materiał z 2009 roku.

Policja przegrała w sądzie – kompromitacja gotowa

Dzierżoniowska policja na czele z komendantem Markiem Mitraszewskim poniosła kolejna klęskę. Chodzi o ujawnione fakty dotyczące współpracy policjantów z KPP w Dzierżoniowie z tzw. firmami odszkodowawczymi, a dokładniej o proceder udostępniania danych osobowych osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Osoba która ujawniła i opublikowała, także nagrania, które niezbicie dowodzą opisywanych faktów, spotkała się z atakiem ze strony policji. Policja ta w imieniu jednej z firm – współpraca z tą została ujawniona – postanowili zemścić się i oskarżyć osobę, która ważyła się podnieść rękę na tę współpracę.

Jednak Sąd Rejonowy w Dzierżoniowie nie miał wątpliwości co do zarzutów stawianych przez dzierżoniowską policję i uniewinnił obwinionego. Policjanci działający pod dyktando wrocławskiej firmy, byli tak zaskoczeni, że nie wiedzieli co mają na sali sądowej zrobić. Sąd jednak decyzję podjął i doprowadził tym samym do totalnej kompromitacji dzierżoniowskiej policji.

Osoby, które posiadają informacje o współpracy policjantów z KPP w Dzierżoniowie z jakąkolwiek firmą odszkodowawczą, proszeni są o kontakt z redakcją – zapewniamy całkowitą anonimowość. Za wykorzystane materiały oferujemy wysokie wynagrodzenie. Prosimy także o kontakt osoby poszkodowane w wypadkach, do których w niejasnych okolicznościach dotarli przedstawiciele firm odszkodowawczych.

md@edzierzoniow.pl

wyrok_SR_dzierzoniow_IIW-486-14

Szkodnik odchodzi – Dzierżoniów czekał na to wiele lat

W końcu po wielu latach Dzierżoniów dostaje nową szansę, w końcu Marek Piorun zrozumiał, iż jest hamulcowym rozwoju tego miasta, nie ma odpowiedniej wiedzy ani kompetencji. Dzierżoniów został w tyle nie tylko za Świdnicą czy Wałbrzychem, ale Kłodzko i Bielawa przeganiają Dzierżoniów. Okazuje się że nasze miasto jest miejscem gdzie inwestorom nie opłaca się inwestować na przykład w galerie handlowe. Miała takowa powstać na byłym PKSie, następna duża na terenach po byłych ZPB Silesiana. Poza planami, banerami i zapowiedziami nie wkopano nawet szpadla. Podobnie z szumnie zapowiadanym centrum przesiadkowym, Sowiogórskim Muzeum Techniki. Przez trzy kadencje nieudacznik, były członek PZPRu, współpracownik komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, udawał sukces. Kiedy pieniądze się skończyły, a zostały długi i kredyty do spłacenia, Marek Piorun daje nogę. Jak twierdzą niektórzy szykuje się na starostę, tu będzie miał łatwiej, spolegliwa rada powiatu zagłosuje jak trzeba – chyba że wyborcy powiedzą w końcu stop.

Marek Piorun

Innym powodem dla którego Marek Piorun ucieka z Urzędu Miasta – jak twierdzą niektórzy urzędnicy – jest postępowanie wszczęte przez Urząd Celny we Wrocławiu w związku z organizowaniem przez burmistrza od wielu lat nielegalnej loterii fantowej. Chodzi o nieprawidłowości przy zakupie i losowaniu Skody, głównej nagrody na prezentacjach dzierżoniowskich. Po prawomocnym wyroku III SA/Wr 286/14 jaki zapadł 6 sierpnia 2014 roku, Dyrektor Izby Celne we Wrocławiu został zobowiązany do wszczęcia i prowadzenia postępowania. Okazuje się, iz burmistrz MArek Piorun od lat zaniedbywał obowiązek zgłoszeni loterii do organów podatkowych, czym naraził na odpowiedzialność karną nie tylko siebie ale także osoby biorące udział w loterii a także innych wystawców którzy losy w nielegalnej loterii przyjmowali do swoich urn.

„Osiągnięcia” Marka Pioruna możemy podsumować dwoma słowami: kompromitacja i porażka.

LC

Muzeum Miejskie – wstydliwe stanowisko.

Niektórzy mieszkańcy Dzierżoniowa twierdzą, że sposób powstania Muzeum Miejskiej i sposób powołania Henryka Smolnego na stanowisko dyrektora tego Muzeum nie służy nie tylko tej placówce, ale szkodzi finansom naszego miasta. Wyrażamy głębokie przekonanie, że nie ma to związku, jak niektórzy twierdza, ze stworzeniem stanowiska przez Burmistrza Marka Pioruna dla byłego Przewodniczącego Rady Miejskiej Henryka Smolnego za jego przychylne działania na rzecz Burmistrza.

Wróćmy jednak do powstania i rozwoju Muzeum Miejskiego. Do roku 2003 role muzeum pełniła Izba Regionalna, która mieściła się na II piętrze budynku na rogu ul. Świdnickiej i Rynku.Z tego co pamiętam ekspozycje cieszyły się nikłym zainteresowaniem. W roku 2003 Rada Miejska Dzierżoniowa uchwałą z dnia 23 czerwca postanowiła połączył, jak napisano, instytucji kultury pn. Izba Regionalna z Dzierżoniowskim Ośrodkiem Kultury. Jeżeli już była potrzebna Izba Regionalna to uzasadnienie połączenia jej z DOK w Dzierżoniowie nie budziło wątpliwości, gdyż jak czytamy w uchwale podyktowane zostało zamiarem obniżenia kosztów funkcjonowania.Po pewnym czasie ówczesny Przewodniczący Rady Miejskiej Dzierżoniowa Henryk Smolny, został kustoszem Izy Regionalnej i pracownikiem etatowym DOK.

Nie wiem co było powodem, że w swym oświadczeniu majątkowym za rok 2009 Henryk Smolny wpisał dochód z umowy o pracę – miesięcznie 3538 zł ,”zapomniał ” albo wstydził się wpisać gdzie i u kogo pracuje, chociaż jaki miał obowiązek. Tuż przed powołaniem Muzeum Miejskiego, DOK Dzierżoniów generował straty w roku 2009 w wysokości 75 660 zł, a w roku 2010 w wysokości 29 913 zł. Jest to niezrozumiałe z uwagi na fakt otrzymywania co roku z budżetu miasta dotacji. W roku 2013 wynosiła ona 2 183 000 zł. W roku 2011 Rada Miejska Dzierżoniowa podjęła uchwałę o utworzeniu Muzeum Miejskiego w Dzierżoniowie. Zgodnie z podjętą uchwałą dyrektora Muzeum Miejskiego powołuje Burmistrz Dzierżoniowa, a więc to Marek Piorun decyduje kto będzie dyrektorem. W/g nas faworytem był radny Tomasz Śnieżek, z którego strony o historii Dzierżoniowa można więcej dowiedzieć się jak ze stron powołanego w tym celu Muzeum. Co ciekawe Tomasz Śnieżek, nie tylko nasz faworyt, ma na swoim kącie wydawnictwa związane między innymi z historią Dzierżoniowa. Zapomnieliśmy jednak, że nie zawsze najważniejszymi kryteriami przy obsadzaniu stanowisk jest fachowość i wykształcenie w kierunku.Tym bardziej, że po wyborach samorządowych w roku 2010 Henryk Smolny zmienił funkcję z radnego miejskiego na radnego powiatowego. Jako radny miejski mógł być tylko kustoszem, gdyż ustawa zabraniała aby radny był dyrektorem w placówce podległej samorządowi w której jest się radnym. Natomiast jako radny powiatowy kustosz mógł zmienić się w dyrektora.

Jednak najbardziej zainteresowało nas twierdzenie grupy czytelników a tym, że Muzeum w takiej formie jest zbyteczne i nadmiernie rozbudowane.

Spróbowaliśmy się przyjrzeć tej” placówce kultury” podległej Miastu.
W roku 2012 z budżetu Miasta Muzeum otrzymało 470 696 zł dotacji. „Prężnie’ działające muzeum wypracowało przychody własne w wysokości 4 332 zł czyli około 11 zł dziennie.
Ponieważ z Izby Regionalnej utworzono Muzeum, powaga muzeum wymaga odpowiedniego zatrudnia.W roku 2011 zatrudnionych w Muzeum było 6 osób a w roku 2012 było tych osób 7. W tym karda kierownicza 2 osoby, merytoryczni/ prowadzących sprawę/- 3 osoby, pracownik obsługi 1 osoba, pracownik administracyjno-biurowy 1 osoba.
Na koszty wynagrodzenia tych 7 osób z dotacji wydano 285 833 zł , czyli 3402 zł średnio na osobę zatrudnioną miesięcznie. Przy tym dyrektor to miesięczna wypłata 8083 zł.
Główne koszty Muzeum w roku 2012 to ; koszty utrzymania instytucji 205 597 zł , koszty organizacji wystaw 26 676 zł, koszty wynagrodzeń 285 833 zł.
Być może koszty nie są duże jeżeli ekspozycje muzealne cieszą się popularnością.Niestety jest to kolejna porażka. W roku 2012 udokumentowane zwiedzanie to 650 osób w tym 174 osób indywidualnie. Wynika z tego, że nasze Miasto z naszych podatków zapłaciło 724 zł na każdą odwiedzającą osobę. Być może czas powrócić do uchwały z roku 2003 i połączyć muzeum z DOK w celu zmniejszenia kosztów funkcjonowania?

Na koniec wyjaśnienie tytułu – wstydliwe stanowisko.
Dyrektor Henryk Smolny -wynagrodzenia 8083 zł miesięcznie w swych oświadczeniach radnego podaje wynagrodzenie z umowy o pracę, natomiast nie podaje gdzie i kto go zatrudnia. Czyżby wstydził się stanowiska dyrektora muzeum? A może osoby powołującej go na stanowisko Burmistrza Marka Pioruna? A może wstydzić powinien się Burmistrz Marek Piorun, że stworzył instytucje odwiedzaną średnio przez 1,7 osoby dziennie o kosztującą miasto 1289 zł dziennie?