Resortowe dziecko chce zostać burmistrzem Dzierżoniowa

Resortowe dzieci” to znana książką która miała ukazywać powiązania elit ze służbami PRL. W uproszczeniu – jeśli ktoś miał ojca, dziadka w służbach PRL – już był podejrzewany przez tzw. „prawdziwych Polaków” i nie powinien liczyć na żadne stanowiska. Oczywiście moralnie nagannym jest obarczanie dzieci grzechami ojców, jeśli takowe grzech w ogóle były. Ale zjednoczona prawica, w tym PiS bardzo lubią w tę grę grać, szczególnie jeśli jest to przydatne dla swoich celów politycznych. PiSowi nie przeszkadza komunistyczny prokurator Piotrowicz, łagodzący w wywiadach zachowania skazanego pedofila  czy  profesor Pawłowicz, której zachowania często nie licują z tytułem i stanowiskiem, a nawet ze zwykłym poziomem dobrego wychowania. Nie przeszkadza im także wielu innych członków PZPRu odnoszących sukcesy zarówno w PRLu jaki i pod obecnymi rządami.

Niestety obłuda PiSu dotarła także na nasze lokalne podwórko. Dzierżoniów ledwo co wydostał się spod panowania jawnego współpracownika SB, Marka Pioruna (PZPR obecnie OBS) – pisaliśmy o tym na naszych stronach, a już szykuje się kandydat – jak w tytule – resortowe dziecko. Okazuje się że kandydat PiS Jarosław Kresa w sposób umyślny lub przez nieuwagę zapomniał poinformować wyborców, nas dzierżoniowian, że jego ojciec Józef Kresa to wieloletni funkcjonariusz milicji obywatelskiej także w czasie stanu wojennego.

To przeoczenie chyba nie było jednak przypadkowe, ponieważ jak wynika z informacji uzyskanych od innych kandydatów PiS w obecnych wyborach sprawa ta była omawiana „i z posłem Dworczykiem i minister Zalewską„. Kandydaci i decydenci PiS mieli zatem pełna wiedze o „resortowości” kandydata Kresy jednak tą wiedzą z nami wyborcami się nie podzielili. Ostatecznie to wyborcy ocenią czy im ten fakt przeszkadza czy nie, tylko dlaczego był on przed nimi ukrywany?

A. Ammit

Rosyjska ruletka na drodze śmierci DK8. Czy ktoś ją wreszcie przebuduje?

Droga krajowa nr 8 należy do najniebezpieczniejszych w kraju. Co roku dochodzi na niej do wielu wypadków. Jest wiele ofiar śmiertelnych i rannych. Jazda nią to test cierpliwości i rosyjska ruletka. W ostatnią sobotę kolejna osoba straciła tam życie w okolicach Barda.

„Tiry na tory!”. To hasło jest najczęściej powtarzane w komentarzach pod informacjami o wypadkach drogowych na drodze krajowej numer 8. „Droga śmierci” co roku zbiera swoje żniwo. Dosyć powiedzieć, że „nasza ósemka” znajduje się w czołówce krajowej pod względem liczby wypadków. Tylko w 2017 roku zanotowano 62 wypadki, w których zginęło aż 10 osób. Do ostatniego wypadku śmiertelnego doszło w minioną sobotę. Na wysokości miejscowości Przyłęk samochód osobowy marki Fiat Punto zderzył się z lawetą. Zginął w nim mężczyzna prowadzący fiata na kłodzkich tablicach rejestracyjnych.

DK8 jest solą w oku kierowców, którzy mają pretensję do władzy o to, że z ich problemów nic sobie nie robi.

– Odcinkiem z Kłodzka do Wrocławia jechałam ostatnio prawie dwie godziny. Przecież to nie do przyjęcia. Po drodze jeżdżą tiry, które skutecznie tamują ruch – mówi Anna Tomasik, kierowca z Kłodzka.

O tym, jak wiele samochodów przemieszcza się na odcinku Kłodzko – Wrocław, mówią także statystyki.

– Między Wrocławiem a Łagiewnikami przejeżdża 30 tysięcy samochodów dziennie, a z Łagiewnik do Kłodzka 9 tysięcy – wyliczał dwa lata temu Robert Radoń, dyrektor oddziału GDDKiA we Wrocławiu.

Co ciekawe, zdaniem mieszkańców ziemi kłodzkiej, statystyki podróżnych do Kłodzka są zdecydowanie zaniżone.

-Według nich, tylko co trzeci samochód jedzie do powiatu kłodzkiego. Przecież to bzdura – mówi Tomasz Kowalski, zawodowy kierowca. Mieszkańcy miejscowości położonych na trasie „ósemki” na wszelkie możliwe sposoby próbują zwrócić uwagę rządzących na problem komunikacyjny okolic Kłodzka i granicy z Czechami. Były protesty, blokady drogi, a także poważne rozmowy z politykami.

Ta droga była świadkiem wielu smutnych historii, jednak najsmutniejsza i wywołująca największe poruszenie była historia Magdaleny Małolepszej-Kożuchowskiej. Była to młoda kobieta, kandydatka Prawa i Sprawiedliwości do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Aktywnie walczyła o to, żeby DK8 zmieniła się w drogę szybkiego ruchu. Nagrywała filmy, organizowała protesty. Chciała tchnąć życie w parlamentarzystów, zainteresować ich problemem „drogi śmierci”. A kiedy po jednym z takich protestów wsiadła do samochodu i pojechała do domu, nikt nie spodziewał się, że już tam nigdy nie wróci…

Od 2008 roku trwają starania, żeby poprawić bezpieczeństwo „drogi śmierci”. Budowę S8 obiecywał też w 2015 Andrzej Duda, jeszcze jako kandydat na prezydenta RP.

Magdalena Małolepsza-Kożu-chowska zginęła w wypadku samochodowym w Szalejowie Górnym. Jej toyota wbiła się prawym bokiem w tira. To wszystko widział mąż Magdaleny, który jechał za nią w kolumnie pojazdów. A jeszcze kilkadziesiąt miut wcześniej 25-latka krzyczała na zorganizowanej pikiecie, że „zbyt wielu nas tu ginie”.

Jak do sprawy „drogi śmierci” podchodzi Sejm?

Już w 2008 roku Monika Wielichowska rozpoczęła rozmowy dotyczące obwodnicy Kłodzka (otwarto ją w maju tego roku) i remontu, który miałby poprawić bezpieczeństwo „ósemki”. Od tej pory trwały spotkania gabinetowe, które nie mogły znaleźć szczęśliwego finału. A ludzie na drodze wciąż ginęli. Niewiele zmieniło się także po śmierci Magdaleny Małolepszej-Kożu-chowskiej. W 2015 roku, rok po śmierci kobiety, Zbigniew Rynasiewicz, pełnomocnik rządu ds. zarządzania infrastrukturą drogową zapowiedział, że nie będzie budowy S8, o którą walczyli Dolnoślązacy. Poprawę tego stanu rzeczy, czyli budowę drogi ekspresowej z Wrocławia do Kłodzka i dalej – do granicy z Czechami, obiecywał w 2015 roku kandydat na prezydenta Andrzej Duda.

Zgodnie z najnowszymi projektami, droga nr 8 zostanie przebudowana. Nie będzie to jednak droga ekspresowa. Planuje się, że z Wrocławia do Łagiewnik podróżować będzie można dwoma pasami ruchu, natomiast z Łagiewnik do Ząbkowic Śląskich lub aż do Kłodzka będzie w tzw. układzie 2+1, czyli dwa pasy ruchu w jednym kierunku i jeden pas w kierunku przeciwnym. Prace nad tym wariantem ruszą jednak nie wcześniej, niż w 2020 roku. Do tego czasu, zgodnie z umową, wykonawca powinien przygotować koncepcję przebudowy „ósemki”.

W pierwszym kwartale 2018 roku poznaliśmy zaproponowane warianty nowej DK8. Po spotkaniu z przedstawicielami powiatów, wykonawca zarekomendował do dalszych prac dwa z nich. Na przełomie 2018 i 2019 roku odbędzie się spotkanie, na którym ostatecznie powinna zapaść decyzja, który z proponowanych wariantów zostanie nową, przebudowaną DK8. Niewykluczone, że w przyszłości droga może uzyskać status ekspresowej.

Pierwsza koncepcja zakłada, że DK8 ma prowadzić z Kłodzka do Dębowiny, skąd miałaby skręcać w kierunku miejscowości Janowiec, następnie wróciłaby do obecnej „ósemki”, a żeby ominąć Ząbkowice Śląskie, kierowałaby się na miejscowości: Pawłowice, Grochowiska, Strąkowa. Następnie miałaby omijać od zachodu Nową Wieś Niem-czańską i w okolicach Radziko-wa krzyżować się z DK39 i obecną DK8. W Chrzanowie droga miałaby włączać się do obwodnicy Wrocławia.

Drugi projekt zakłada drogę z Kłodzka do Boguszyna, skąd kieruje się na miejscowości: Jaszkówka, Podzamek, Laskówka, Janowiec i na wysokości miejscowości Przyłęk ponownie łączy się z przebiegiem istniejącej DK8. Następnie prowadzi m.in. przez Nową Wieś Niemczańską, krzyżuje się z obecną „ósemką” i od zachodu omija Łagiewniki. Także w tym przypadku droga kończyłaby bieg w Chrzanowie, gdzie wpadłaby do obwodnicy Wrocławia. Po około 15 latach starania, marzenia mieszkańców regionu choć częściowo zostałyby spełnione. Czekamy.

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/wiadomosci/a/rosyjska-ruletka-na-drodze-smierci-dk8-czy-ktos-ja-wreszcie-przebuduje,13357921/

PiS stawia Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Dzierżoniowie. To samowola budowlana

W Dzierżoniowie trwają gorączkowe prace nad postawieniem Pomnika Żołnierzy Wyklętych. Uroczyste odsłonięcie obeliska z tablicą z mosiądzu zaplanowano na niedzielę. Problem w tym, że to samowola budowlana. – Spieszymy się, ponieważ jest już gotowa tablica z datą 12 marca, której nie możemy już zmienić – przyznaje szczerze Janusz Maniecki, dyrektor biura poselskiego Michała Dworczyka i wiceprezes Obywatelskiego Ruchu Patriotycznego w Dzierżoniowie.

Na czele 30-osobowego honorowego komitetu budowy pomnika stanął poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Dworczyk, od niedawna wiceminister obrony narodowej. Dworczyk przekonuje, że budowa pomnika to inicjatywa oddolna. W komitecie oprócz wiceministra znaleźli się także inni działacze Prawa i Sprawiedliwości, samorządowcy, księża i członkowie Ruchu Społecznego Lecha Kaczyńskiego. Inicjatorzy budowy pomnika chcą uhonorować pamięć o żołnierzach podziemia antykomunistycznego.

Ponad dwumetrowy obelisk z tablicą z mosiądzu zostanie postawiony obok ronda Żołnierzy Wyklętych, blisko drogi wojewódzkiej. Uroczyste odsłonięcie pomnika zaplanowano na niedzielę, 12 marca. Obywatelski Ruch Patriotyczny w Dzierżoniowie, który jest zaangażowany w budowę pomnika zgłosił 2 marca do starostwa powiatowego roboty budowlane, nie mógł ich jednak rozpocząć, bez odpowiedniej decyzji starostwa powiatowego. A na jej wydanie, zgodnie z przepisami, urzędnicy mieli 21 dni. Wczoraj urzędnicy starostwa pojechali na miejsce, żeby obejrzeć dokładnie, gdzie pomnik ma stanąć. Nie kryli zdziwienia, kiedy zobaczyli, że roboty już się rozpoczęły i wylano fundamenty.

– W związku z naruszeniem przepisów prawa budowlanego zgłoszono sprawę do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Ten będzie musiał podjąć odpowiednie kroki. Może nakazać rozbiórkę pomnika, który obecnie jest samowolą budowlaną lub nałożyć karę na inwestora – mówi Janusz Guzdek, starosta dzierżoniowski.

– Idea postawienia pomnika jest bardzo szlachetna i trzeba ją wspierać, ale są zasady, których należy przestrzegać. Do nich bezsprzecznie należą przepisy prawa budowlanego – dodaje starosta.

Na uroczystościach związanych z odsłonięciem pomnika ma być wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk. Zapewnia nas, że nie wie nic o pracach budowlanych wykonywanych bez stosownych zezwoleń. – Ze względu na moje nowe obowiązki nie było mnie ostatnio w okręgu wałbrzyskim. Zweryfikuje informację u swoich współpracowników. Teraz trudno mi się odnieść do tej sytuacji. Mogę powiedzieć tylko tyle, że wszystkie działania powinny być prowadzone zgodnie z przepisami – mówi wiceminister Dworczyk.

Janusz Maniecki, dyrektor biura poselskiego Michała Dworczyka i wiceprezes Obywatelskiego Ruchu Patriotycznego w Dzierżoniowie zdradza, dlaczego inicjatorom tak się spieszy z postawieniem pomnika. – Spieszymy się, ponieważ jest już gotowa tablica z datą 12 marca, której nie możemy już zmienić – mówi Maniecki i dodaje, że jeżeli coś zostało zrobione nie tak, to „będziemy wszystko zgodnie z prawem naprawiać”. – Jesteśmy po uzgodnieniach z panem wicestarostą, który obiecał wsparcie dla tej inicjatywy i pomoc. Wierzę, że na pewno wszystko będzie miało swój logiczny i zgodny z prawem koniec – dodaje dyrektor biura poselskiego Michała Dworczyka. Prace nad postawieniem pomnika wstrzymano.

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/dolny-slask/a/pis-stawia-pomnik-zolnierzy-wykletych-to-samowola-budowlana,11858880/

Smutna prawda o „żołnierzach wyklętych”

W miastach naszego powiatu odbywają się biegi, które mają upamiętnia政ołnierzy wyklętych”. Uczestników jest mało aby nie powiedzieć bardzo mało i pomimo wysiłków organizatorów biegi cieszą się mizernym zainteresowaniem. Niemniej jest to okazja aby uczcić nie tyle „żołnierzy wyklętych” ale ofiary tych ludzi. „Żołnierze” mordowali ludność cywilną tak samo jak UPA czy SS. Działali pod przykrywką patriotyzmu i uważali że ich czyny przyniosą im chwałę. Tak naprawdę stali się wyrzutem ale zapomnieć o nich nie wolo, tak samo jak nie wolno zapomnieć o Hitlerze, obozach koncentracyjnych, Stalinie, gułagach, UPA, …..

Zwłoki dziecka zamordowanego przez „żołnierzy wyklętych” – fot. IPN

Warto zacytować artykuł Piotra Sobolewskiego z Dziennika BAłtyckiego

Zacznijmy od Romualda Rajsa ps. „Bury”, którego pamięci poświęcono organizowany ostatnio w Hajnówce marsz, o mały włos nie objęty patronatem przez Głowę Państwa.

Dla ludzi zamieszkujących tereny mające być trasą marszu najistotniejsza jest działalność „Burego” w obrębie ich „małych ojczyzn” – na niej się zatem skupimy. To właśnie tu oddział PAS – NZW dowodzony przez kpt. Romualda Rajsa w dniach 29,31.01 1946 oraz 02.02.1946 spalił pięć wsi byłego powiatu Bielsk Podlaski (Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska) zabijając w okrutny sposób 82 osoby w tym kobiety, dzieci i starców, które spalono w zamkniętych budynkach.

Także w styczniu 1946 roku, oddział „Burego” zatrzymał we wsi Łozice 40 chłopów wysłanych przez sołtysów na tzw. „szarwark” czyli roboty na rzecz gminy. Zatrzymanych wraz z podwodami i końmi zmuszono, by zawieźli oddział „Burego” do Hajnówki a następnie do Zaleszan, gdzie mieszkańców stłoczono w jednym domu a następnie podpalono go. Po wykonaniu zadania pozostałych 30 furmanów zamordowano w miejscowości Puchały Stare.

Dla oszczędności amunicji mordowano nieszczęśników obuchami siekier, strzelając wyłącznie do uciekających lub dobijając rannych. Dodać należy, że jedyną „winą” ofiar było to, że wszyscy oni byli prawosławni (jak większość zamieszkujących tamte tereny) i w znaczącej części narodowości białoruskiej.

Prowadzący w tej sprawie śledztwo białostocki IPN, zakończył je 30 czerwca 2005 roku uznaniem „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa, który to wyrok podtrzymał orzeczeniem z dnia 18.11.2005 Sąd Okręgowy z Białymstoku.

Jak się okazuje nie stanowiło to przeszkody dla inicjatorów wniosku o nadanie jednemu ze zjazdów z autostrady A4 imienia Romualda Rajsa „Burego”, zaś Kancelaria Prezydenta RP dosłownie cudem uniknęła kompromitacji, wycofując się w ostatniej chwili z obietnicy patronatu nad wspomnianym na wstępie marszem, przebiegającym dosłownie szlakiem grobów pomordowanych przez „Burego” ofiar. Naturalnie „Bury” nie był jedyny. Oto krótka lista dokonań innych tzw. „żołnierzy wyklętych”:

23.06.1944 oddział Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka” wymordował we wsi Dubinki 27 osób w tym kobiety i dzieci. Ofiarą zbrodniarzy padła między innymi Anna Górska z 4 letnim synem.
13.04.1945 w miejscowości Horeszkowice oddział NSZ„Sokoła” wymordował 8 przesiedleńców w tym ciężarną kobietę, którą zakopano żywcem.
11.05.1945 oddział Zygmunta Błażejewicza ps. „Zygmunt” spalił wieś Wiluki
27.05.45 w Przedborzu oddział NSZ Władysława Kołacińskiego ps. „Żbik” zamordował 9 ocalałych Żydów w tym kobietę i dziecko.
08.06.1945 oddział NSZ „Szarego” w miejscowości Wierzchowiny wymordował 194 osoby w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety i 65 dzieci poniżej 11 lat. Najstarsza ofiara miała 92 lata, najmłodsza 2 tygodnie.
08.07.45 w Opocznie zamordowano 3 Żydów, w tym jednego ocalałego z Auschwitz.

Tą listę zbrodni można by jeszcze długo kontynuować, ale nawet te nieliczne podane przykłady wystarczająco – jak się wydaje – „uzasadniają” wniosek, o nadanie autostradzie A4 imienia „żołnierzy wyklętych”. A może by tak nadać jej imię ich Ofiar ?!

Osobną kartę stanowić może powojenna „działalność” na Podhalu, Józefa Kurasia ps. „Ogień” oraz dowodzonego przez niego „oddziału”. Oto daleko niepełna lista przestępstw jakich dopuścił się ten – kreowany dziś na bohatera narodowego – zbrodniarz :

23.06.1945 w miejscowości Maniowa koło Nowego Targu zamordowano 4 osoby narodowości żydowskiej
10.12.1945 w Ostrowsku na słupie telegraficznym powieszono ciężarną Katarzynę Kościelną z d. Remierz za to, że w rozmowie z sąsiadką nazwała „Ognia” bandytą
30.12.1945 w miejscowości Gronków w powiecie nowotarskim zamordowano 6 osób
Józef Kuraś zgwałcił wezwaną z Waksmundu matkę dwójki dzieci – Czubiakową. Odprowadzający ją jego podwładny również ją zgwałcił, a następnie zastrzelił
21.01.1946 w Trybszu zamordowano właściciela młyna Pawła Bizuba oraz jego syna – Jakuba. Obaj byli Słowakami.
28.01.1946 w Nowym Targu zamordowano Żyda Rudolfa Ozorowskiego
30.01.1946 w Porębie Wielkiej powiat Limanowa zamordowano repatrianta ze wschodu – Władysława Godfryda
10.02.1946 zamordowano wójta Gminy Żydowskiej na terenie powiatu Nowy Targ – Dawida Grazgerina
29.02.1946 w Zakopanem zamordowano kierownika Towarzystwa Tatrzańskiego – Żyda
2/3.05.1946 w okolicy Krościenka obrabowano a następnie zamordowano 12 osób narodowości żydowskiej. 7 osób zostało rannych.
15..08.1946 zamordowano w Rabce kierownika tamtejszej Straży Pożarnej – Stanisława Mankiewicza
25.08.1946 ze szpitala św. Łazarza w Krakowie porwano Tadeusza Urmanskiego i Eugeniusza Kadrysa. W trakcie napadu zastrzelona została pielęgniarka, Barbara Kowala

To zaledwie niewielki wycinek zbrodni, które miał na sumieniu „Ogień” – doliczmy też „zwykłe” napady rabunkowe na ludność cywilną, jakich w latach 1945 – 1947 dokonał 120!

Trudno powiedzieć, czy wszystkie te dane znane były Ministrowi Obrony Narodowej – Antoniemu Macierewiczowi – gdy uczestniczył On 20.02.2016 w Waksmundzie w rocznicowych obchodach śmierci „Ognia”, ale nie przypuszczam, by ich znajomość Mu w czymkolwiek przeszkadzała. Nie wiadomo także czy to TEN dorobek miał On na myśli, gdy na wspomnianych uroczystościach mówił : „Dziś wraca polska tradycja, wracają polskie wartości, wraca możliwość odbudowy wielkiej Rzeczpospolitej…”

Rzeź drzew w Dzierżoniowie

Rzeź drzew w Dzierżoniowie to efekt „wizyty” w naszym mieście PiSowskiego ministra Szyszki. Wycinający spieszą się bardzo, tną drzewa jak leci. Drzewa nie krzyczą i nie uciekają. Cóż nikomu nie przeszkadzały dziesiątki lat, ale teraz stały się niepotrzebne, wręcz przeszkadzają, no to się ciach i po sprawie. Miejmy nadzieję, że tak samo wyborczy z obecną władzą postąpią w następnych wyborach, ciach i po PiSie. Tylko że drzewa odrosną za następne kilkadziesiąt lat – WSTYD.

Zapisz

10 lutego strajk szkolny – nie wysyłamy dzieci do szkół

Rodzice chcą, by każdego 10. dnia miesiąca ich dzieci zostawały w domu na znak protestu przeciwko reformie edukacji.

Już 10 stycznia Zielonogórskie Forum Rodziców i Rad Rodziców ogłosiło jednodniowy strajk – uczniowie gimnazjów nie pojawili się na lekcjach. W Gimnazjum nr 6 do szkoły przyszło 20 proc. uczniów. To najniższa frekwencja w historii szkoły. W Gimnazjum nr 1 nie było połowy uczniów. W jednej z klas trzecich na lekcje nie przyszedł nikt.

Inne polskie miasta biorą przykład z Zielonej Góry. Zapowiedział to na ubiegłotygodniowym proteście studentów i studentek Andrzej Chmielewski, tata Ani, uczennicy trzeciej klasy Gimnazjum nr 25 w Gdańsku, współtwórca inicjatywy „Zatrzymać edukoszmar” skupiającej kilkudziesięciu rodziców z Trójmiasta i okolic. – Rodzice posyłają dzieci do szkół po to, żeby się uczyły, ale jeśli szkoła zmieniana jest w sposób urągający zdrowemu rozsądkowi, to w ten sposób staramy się wyrazić nasz sprzeciw – mówi Chmielewski. – Protest będzie się odbywał cyklicznie, więc każdy będzie miał okazję się włączyć. Walczymy o to, żeby ludzie zdali sobie sprawę, jak złej jakości jest to reforma.

Strajk Szkolny 10 luty 2017
Strajk Szkolny 10 luty 2017

W województwie pomorskim właśnie skończyły się ferie. Rodzice zamierzają ruszyć z kampanią informacyjną – będą rozdawać ulotki oraz na bieżąco publikować informacje w mediach społecznościowych.

10 lutego protest odbędzie się również w Warszawie. W stolicy organizują go rodzice z inicjatywy „Rodzice przeciwko reformie edukacji”. Do protestu chcą się również włączyć rodzice z Krakowa skupieni wokół inicjatywy „Szkoła to nie eksperyment”, ale ze względu na trwające tam w tym czasie ferie planują zorganizowanie protestu 10 marca.

Dorota Łoboda z inicjatywy „Rodzice przeciwko edukacji”, mama Zosi, uczennicy trzeciej klasy Gimnazjum nr 165 w Warszawie: – Prawdziwy gniew rodziców obudzi się na wiosnę, kiedy poznamy sieci szkół. Rodzice zdadzą sobie wtedy sprawę, że ta reforma dotknie każde dziecko, a nie tylko roczniki przejściowe.

Także rodzice z naszego regionu chcą przyłączyć się do akcji protestacyjnej i nie posyłać dzieci do szkół w piątek 10 lutego. Warto okazać solidarność z nauczycielami i zatrzymać koszmar reformy edukacji.

Strajk Szkolny 10 lutego 2017
Strajk Szkolny 10 lutego 2017

Referendum w sprawie zatrzymania „reformy” edukacji

Głos rodziców w debacie o reformie został pominięty. Chociaż Anna Zalewska wielokrotnie powoływała się na konsultacje towarzyszące wprowadzanym w oświacie zmianom, to jednak nie odbyły się żadne konsultacje, w które włączeni byliby również rodzice i opiekunowie. Za to liczba ruchów rodzicielskich, opowiadających się przeciwko planowanej reformie edukacji, systematycznie rośnie.

Czy referendum ma teraz sens? To nie my jesteśmy autorami i autorkami kalendarza przeprowadzanych zmian i nieprawdopodobnego tempa wprowadzania w życie ustawy „Prawo oświatowe”. Na każdym etapie procedowania nowego prawa, próbowaliśmy powstrzymać fatalne w skutkach zmiany lub chociaż spowodować zwolnienie tempa ich wprowadzania i przeprowadzenie szerokich konsultacji, jakie powinny towarzyszyć tak poważnej reformie, ingerującej w życie milionów polskich dzieci.

Uczestniczyliśmy w posiedzeniach sejmowej Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży, występowaliśmy o spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Edukacji Narodowej, złożyliśmy nasze – krytyczne wobec planowanych zmian – stanowisko do Kancelarii Prezydenta. Organizowaliśmy protesty uliczne oraz wielokrotnie przedstawialiśmy w mediach powody naszych stanowczych protestów oraz nasze postulaty.

Nasze zdanie zostało jednak zignorowane, mimo to, że wprowadzanie w życie tych szkodliwych zmian można było powstrzymać na każdym etapie procedowania ustawy.

Niestety interes polityczny okazał się ważniejszy od dobra naszych dzieci.

Dlatego, korzystając z przysługujących nam praw obywatelskich, przystępujemy do zbierania podpisów pod inicjatywą referendalną. Edukacja naszych dzieci jest sprawą niezwykłej wagi i my, rodzice, mamy prawo do wyrażenia swojego sprzeciwu w taki sposób, który przyczyni się do powstrzymania reformy, na którą nie wyrażamy zgody.

Pamiętaj! Tę reformę można jeszcze zatrzymać!

Reforma szkolna
Reforma szkolna

Instrukcja zbierania podpisów – Referendalne ABC

Głównym celem naszej inicjatywy jest zebranie co najmniej 500 tys. podpisów pod wnioskiem, który zgodnie z art. 63 ust. 1 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o referendum ogólnokrajowym, zostanie przekazany do Marszałka Sejmu RP.

  1. Pod wnioskiem mogą podpisywać się wszyscy obywatele polscy posiadający prawa wyborcze. Mogą to być rodzice, dziadkowie, znajomi, sąsiedzi i wszyscy, którym dobro polskiej edukacji jest szczególnie bliskie.
  2. Podpis pod wnioskiem jest ważny pod warunkiem wpisania numeru PESEL. Dane na liście są zgodne z wymogami przepisu o referendum ogólnokrajowym.
  3. Referendum jest ogólnokrajowe, dlatego listy do zbierania podpisów są takie same na terenie całego kraju.
  4. Listy do zbierania podpisów są ważne wyłącznie bez dopisków, pieczątek, itp.
  5. Liczą się tylko listy z podpisami odręcznymi, dlatego oryginalne listy należy przekazać osobiście, przesyłać pocztą bądź kurierem.
  6. Dane osobowe mogą być wpisane na listę przez inną osobę, ale podpis musi być własnoręczny.
  7. Kiedy na liście jeden z podpisów został skreślony, a pozostałe podpisy zawierają wszystkie wymagane dane, taka lista jest ważna. W przypadku, gdy ktoś chce wycofać swoje poparcie dla wniosku może przekreślić swój podpis.
  8. Podpisane listy należy wysłać na adres sztabu.
  9. Po dotarciu list do siedziby sztabu podpisy będą zdeponowane w specjalnym schowku.
    Dostęp do list będą miały tylko wyznaczone osoby. Po zliczeniu podpisów listy trafią do Sejmu, gdzie ponownie zostaną przeliczone, a następnie komisyjnie zniszczone.
  10. Zebranie pod wnioskiem co najmniej 500 tys. podpisów nie gwarantuje, że Sejm zdecyduje o przeprowadzeniu referendum. Dlatego naszym głównym zadaniem jest zebranie takiej liczby podpisów, aby posłom trudno było zagłosować przeciw referendum. Nasze podpisy mają swoją moc i politycy nie mogą ich zlekceważyć.

Działania referendalne mają sens, bo jeszcze możemy zatrzymać reformę.

Referendum-lista-11

Link do formularza.

Podpisane formularze można dostarczać:
ZNP
ul. Nauczycielska 2
50-381 Wrocław
tel. (71) 322-92-68/69
tel./fax (71) 322-82-41
email: dolnoslaski@znp.edu.pl

Koordynatorem na nasz rejon jest
Elżbieta Polewska (Kongres Kobiet) ela1polewska@gmail.com

Szpital Powiatowy Dzierżoniów – czyli skazani na oczekiwanie

Przywieziono mnie do szpitala na izbę przyjęć i od razu zaprowadzono do pokoju. Po chwili przyszła młoda Pani doktor, przywitała się podając swoje nazwisko i imię. Po badaniu wyszła i przyniosła mi tabletki. Zaproponowała mi pozostanie na noc na obserwacji.
Nie, nie, nie myśl czytelniku, że opisuje tak Izbę Przyjęć Szpitala Powiatowego w Dzierżoniowie. Opis dotyczy jednego ze szpitali w centrum Austriackich Alp. To po co opisywać takie zdarzenia? Opis ten pokazuje jak może być w szpitalu a poniżej moje doświadczenia z Izby Przyjęć Powiatowego Szpitala w Dzierżoniowie z dnia 31 sierpnia 2014 roku.

Jest rok 2014

Jest godzina 19:00 gdy znajoma upadając poczuła silny ból po prawej stronie. Zadeklarowałem podwiezienie do szpitala, gdzie udała się wraz z koleżanką. Zostawiłem obie Panie pod Izbą Przyjęć o godz. 19:30. Poinformowałem jednocześnie, aby Panie po załatwieniu sprawy przedzwoniły, to je odbiorę i podwiozę do domu.

Minęła 21:30 a ja nie mam żadnej informacji. Przedzwoniłem z pytaniem jak długo może to jeszcze potrwać. W odpowiedzi dowiedziałem się, że jest kolejka i jeszcze to może potrwać, z tym że obie Panie uważają to jedynie za przewlekłość udzielania świadczeń zdrowotnych, gdyż pacjenci siedzą na poczekalni a lekarze nie przyjmują na Izbie Przyjęć. Nie bardzo chciało mi się wierzyć, więc postanowiłem podjechać i zobaczyć jak faktycznie to wygląda. Po wejściu na pierwsze piętro gdzie jest Izba Przyjęć przywitały mnie krople zaschłej krwi na podłodze przy jednym z krzeseł. Na moje pytanie w rejestracji co jest powodem załatwiania pacjentki ze złamanym żebrem w tak długim czasie, otrzymałem odpowiedź abym pytał lekarza gdyż to od niego zależy. Poprosiłem o kontakt z lekarzem. Odpowiedź, jak przyjdzie to się Pan spyta. Ponieważ zbliżała się już godzina 22:00 a więc 2,5 godziny oczekiwania, pacjentka poprosiła o wydanie zdjęć RTG. Tego jej odmówiono a przybyły jak sądzę po informacji telefonicznej lekarz na moje pierwsze pytanie o podanie nazwisko oświadczył, że nie musi tego czynić. Oczywiście atmosfera w tym momencie stała się troszkę nerwowa, lecz nie odbiegała od przyjętych norm grzecznościowych.

Po godz. 22:15 po kolejnej interwencji w sprawie niedopuszczalnego i niepotrzebnego oczekiwania do akcji wkroczyła Pani pielęgniarka. Ponieważ odmówiła podania swojego nazwiska mogę ja jedynie opisać jako pani w okularach. Tą akcją tej Pani było stwierdzenie, że jak dalej będziemy dyskutować to wezwie policję. Poprosiłem o wezwanie, gdyż to pozwoliłoby udowodnić o której godzinie pacjentka czeka na zakończenie wizyty na izbie przyjęć. Już z czystej ciekawości przedzwoniłem do KPP w Dzierżoniowie, gdzie na moje pytanie poinformowano mnie, że nikt nie zgłaszał interwencji na Izbę Przyjęć Szpitala w Dzierżoniowie. Jak dowiedziałem się od innych oczekujących ta Pani pielęgniarka w ten sposób „uspokaja” zdenerwowanych długim oczekiwaniem pacjentów. Jednym z nich była Pani z krwawieniem po upadku, którą przywiozła siostra z mężem Hiszpanem. Państwo Ci interweniujący kilkakrotnie bez skutku zostali ”przywołani do porządku” przez pielęgniarkę w okularach poprzez zastraszaniem wezwania Policji. Jedynie na co się zdecydowali, to napisali skargę i włożyli ja do skrzynki z opiniami na tzw. ”poczekalni” NARESZCIE po 3 godzinach i 15 minutach zbolała, zdenerwowana pacjentka otrzymała zdjęcia prześwietlenia i kartę informacyjną Izby Przyjęć. Po podwiezieniu do domu powiedziała „Dobrzy lekarze”, wyleczyli mnie od jakiejkolwiek dobrowolnej wizyty w Izbie Przyjęć Szpitala Powiatowego w Dzierżoniowie.

Jest rok 2017

Z bólem gardła uniemożliwiającym przełykanie udałem się w sobotę do Szpitala Powiatowego w Dzierżoniowie, który obecnie świadczy nocną i świąteczną opiekę zdrowotną. Już po wejściu, w korytarzu zobaczyłem ogromny tłum ludzi oczekujących na przyjęcie. Były to zarówno osoby dorosłe, jak i dzieci w tym całkiem małe. Po zarejestrowaniu się okazało się że jestem 25 w kolejce!!! A lekarz na razie nie przyjmuje ponieważ robi USG na jednym z oddziałów szpitalnych. Po 40 minutach kolejka rusza aby po kolejnych 20 minutach znów stanąć – powód ten sam USG.

Po dwóch godzinach oczekiwania i małych ruchach w kolejce, oczekujący zaczynają się buntować. Szybko okazuje się, że zamiast dwóch lekarzy przyjmuje jeden – drugi jest na zwolnieniu. Panie w rejestracji, nic nie wiedzą i nic nie mogą. Odsyłają do Pani Mikus, ale nikt nie wie gdzie jest, czy jest, jaki jest numer telefonu. Atmosfera robi się coraz bardziej nerwowa, niektóre dzieci zasypiają leżąc na krzesłach, inne płaczą i krzyczą … pielęgniarki zamawiają sobie w tym czasie jedzenie z restauracji Rodos. Zdesperowani ludzie postanawiają wezwać karetkę pogotowia do szpitala!!! To zaczyna przynosić w końcu skutek. Okazuje się że rodzice z dziećmi zostaną przyjęcie w szpitalu w Bielawie. Reszta musi czekać. Po czterech godzinach oczekiwania udało mi się skorzystać opieki zdrowotnej w sobotę. Miły lekarz wypisał mi receptę i marze o tym aby nie chorować.

Powracamy do początku artykułu. Czy przedstawione zachowanie młodej Pani doktor wynikało z nakazu lub tego kto jest szefem placówki? Myślę, że nie. Dla mnie to tzw. kultura i obowiązkowość wobec chorych ludzi potrzebujących pomocy. Proszę zauważyć, że dwa opisane zdarzenia maja odległa datę czyli rok 2014 i rok 2017 a jednak zachowanie personelu mającego za główne zadanie pomóc chorym jest takie same, czyli według mnie lekceważące osoby chore. Jak ustaliliśmy oba zdarzenia zaistniały w czasie kiedy dyrektorem były inne osoby. A więc gdzie szukać przyczyny? Według mnie należy poprzez dyrekcje Szpitala przywołać do porządku osoby, które w ten sposób traktują chorych, lub po prostu zwolnić je. Moje subiektywne odczucie jest takie, że osoby te za jedyny cel mają uzyskanie jak najwyższego wynagrodzenia pozostawiając chorych na podporządkowany sobie i swoim celom nieuzasadniony czas oczekiwania na pomoc czy konsultacje lekarską. Zachowanie tzw „pani rejestratorki” jest skandaliczne. Nawet w momencie kiedy odmawia podania swojego nazwiska, gdyż jak twierdzi posiada etykietkę /nie identyfikator/ i każdy może przeczytać jak się nazywa.

Polski cham w Lidlu Panem jest

Sprawa prosta, Lidl zrobił promocję – kupiłeś towar, jesteś nie zadowolony nawet jeśli prawie cały zjadłeś, zużyłeś, ….. dostaniesz zwrot całej kwoty. Wydaje się że uczciwa oferta dla uczciwych klientów. Właśnie dla uczciwych klientów. Ostanie kilka wizyt w Lidlu pokazało, jakie bydło zrobili „uczciwi” polscy kliencie. Nagle okazało się, że jedzenie w Lidlu nie jest smaczne, płyny nie są dobre i masa osób oddaje. Oddaje nie zawartość tylko opakowania po tych produktach. Wypłacone pieniądze od razu wydaja w Lidlu na te same niesmaczne i niedobre produkty aby na następny dzień znów zwrócić puste opakowania.

Przy kasach dzieją się „dantejskie” sceny, kiedy z całego paragony na ponad 500 zł klientce nie smakował nic … i ten brak smaku ma od kliku dni. Codziennie jednak męczy się niedobrym jedzeniem z Lidla. Wstyd po prostu wstyd. Twarze tych ludzie nie są za bardzo wychudzone, są wręcz pulchne, noszą markowe ciuchy z Lidla, przyjeżdżają na zakupy samochodami. Lidlowi można tylko podziękować za przystawieni lustra, które pokazało jakimi jesteśmy „spryciarzami” i „cwaniaki”. WSTYD WSTYD WSTYD

Lidl promocja
Lidl promocja

KPP Dzierżoniów to jednak agencja ….

Pogłoski krążące w naszym powiecie po raz kolejny zostały potwierdzone. Na gorącym uczynku udało się nam złapać policjanta z KPP w Dzierżoniowie kiedy autem reklamującym usługi firmy zajmującej się tzw. łowieniem poszkodowanych, oficjalnie przyjechał do pracy. Zdarzenie to nie tylko zbulwersowało naszych czytelników ale sygnał ten otrzymaliśmy od uczciwych policjantów z KPP w Dzierżoniowie. Oczywiście policjanci ci chcą pozostać anonimowymi, jednakże ich oburzenie jest ogromne.

Problem polega na tym, iż przedstawiciele rzeczonej firmy znani są z niezgodnych z prawem metod pozyskiwania klientów. O przykładach takich rozpisują się media na całym kraju, dochodzi do wyroków skazujących za udostępnianie danych osobowych, funkcjonariusze policji tracą pracę, trafiają do aresztów. Jednak komendant policji w Dzierżoniowie Pan Mitraszewski problemu nie widzi. Nie przeszkadza mu to że w jego jednostce oficjalnie dzieje się to co można nazwać skandalem. Przymyka oko na jawne sprawdzanie danych osobowych przez kolegów policjantów – posiadamy stosowne nagrania; na gotowość do kopiowania dokumentacji z postępowań na służbowym sprzęcie policji dla byłych policjantów teraz zajmujących się odszkodowaniami, czy wręcz do jawnego polecania przez policjantów usług konkretnych firm.

Użyczanie pojazdów przez firmę z Legnicy stało się głośne, kiedy sprawą zajęło się CBA a chodziło o wiceprezesa PZU
http://www.rp.pl/Kraj/308179917-CBA-w-PZU-kontroluje-dokumenty-wiceprezesa-Sebastiana-Klimka.html#ap-3

Jak widać mechanizm podobny działa nie tylko w Warszawie. Osoby poszkodowane a dokładnie ich dane osobowe stały się towarem, towar ten jak widać nie pozostaje zabezpieczony, kiedy nierzetelnie funkcjonariusze policji zaczynają jawnie łamać prawo i swoje obowiązki.